Możliwość zaprószenia ognia najczęściej bagatelizujemy. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak dynamicznie ogień może się rozprzestrzeniać (i nawet najlepsza straż pożarna może nie dojechać na czas), oraz jak często w naszych domach występują warunki dogodne do powstania pożaru.

A przecież nierzadko zapala się tłuszcz na rozgrzanej patelni. Nierzadko zapalają się sadze w kominie. Kurz i pył też sprzyjają powstaniu pożaru.

Od czego zacząć?

Wbrew pozorom nie od gaśnic. Od czujki czadu (jeśli masz w domu jakikolwiek piec, spalający cokolwiek) i gazu (jeśli w domu masz butlę z gazem, lub gaz sieciowy).

Te dwie czujki, to koszt 200 PLN a na prawdę mogą uratować Ci życie.

Dopiero w drugiej kolejności zaopatrujemy dom w środki gaśnicze (bo najpierw zapobiegamy, m.in. przez czujki). Mogą to być gaśnice, ale także spraye gaśnicze. Zwłaszcza te drugie są przydatne w kuchniach do płonących patelni. Są w stanie ugasić tłuszcz na patelni, nie powodując przy tym wybuchu i strat materialnych (gaszenie płonącego tłuszczu wodą spowoduje wybuch!). Koszt 20 PLN za jeden spray, to chyba niedużo?

Gaśnice: jedna, albo dwie, co najmniej 2 kg środka gaśniczego. Nie polecam do pomieszczeń gaśnic śniegowych, wypierają powietrze i możesz się najzwyczajniej udusić podczas ich użycia. Odpowiednie będą gaśnice proszkowa i wodna – mgłowa (tą, jako jedyną można gasić ludzi, ale także elektrykę pod napięciem (!) i płonący tłuszcz).

Tyle, w granicach 500 PLN powinieneś mieć na prawdę dobrze zorganizowaną ochronę ppoż w domu.

Top 50 rzeczy na COVID – 36/50 – ochrona przeciwpożarowa